Lipiec 2014
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

Dołącz do 7 pozostałych subskrybentów

Elewacja skończona. No prawie. Pozostało pomalować jeszcze raz szpalety (czy jak to tam się zwie fachowo) na biało ponieważ szary grunt jeszcze troszkę przebija. Malowane było już dwa razy na biało, ale jak widać do trzech razy sztuka. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, wyszło dokładnie tak, jak chciałam. Kolor to szary, taka chmura burzowa;-) Nasza karmelita wygląda już prawie na zamieszkałą! Brak wprawdzie jeszcze rynien no i oczywiście balustrad, ale jestem pewna, że wszystko będzie tworzyło przyjemną dla oka całość.

Z innych postępów – skończyłam dziś walczyć z tymczasowym pokojem Antosia. Wyszedł niezły ocean;-) Wieloryby namalowane, mąż właśnie kładzie wykładzinę, więc jutro Antek będzie mógł szarżować po wszystkich kątach. Pokój jak na razie bardzo bezpieczny dla dziecka – zero mebli, zero niebezpiecznych przedmiotów do ściągania, hulaj dusza!

pokoj dol 1

pokoj dol 2

A tak w ogóle to mamy wreszcie gaz! Mąż miał niezłą przeprawę przez mękę nim skompletował i wypełnił wszystkie piekielne druczki. To była taka ‚wisienka na torcie’ – choć to w sumie chyba jednak złe porównanie… W każdym razie piec uruchomiony, woda ciepła w kranach, można brać już nawet prysznic!

Z newsów – wczoraj dotarły do nas płytki do korytarza i mozaika (zdaje się trochę kontrowersyjna;-)). Nam się podoba, jesteśmy zadowoleni z zakupu. Zdziwiona byłam jedynie faktem, że mozaika to tak naprawdę płytka z kolorowymi kwadracikami i żłobieniami na fugę. Spodziewałam się raczej plastra na siatce, tak jak to zwykle mozaika wygląda. Mi to obojętne, ale mąż się ucieszył. Mniej roboty przy jej kładzeniu i na pewno jeśli chodzi o grubość płytki będzie łatwiej dobrać do nich pozostałe.

plytki

 

 

 

 

Ojj tak, ja się już powoli przeprowadzam, pakuję co się tylko da, choć do oficjalnej przeprowadzki jeszcze trochę. Korzystam jednak z tych nielicznych wolnych chwil i – co wyjazd na budowę to jeden karton wywieziony. Zawsze to mniej pakowania i noszenia później.

Dzieje się u nas ostatnio wiele, na różnych frontach, co bardzo cieszy. Zamówiliśmy do kuchni moją wymarzoną mozaikę nad blat. Upatrzyłam sobie ją w internecie i ‚zachorowałam’. Zamówiona w sklepie internetowym, ma przyjechać z Hiszpanii 24-25.07. Z malowaniem kuchni czekam właśnie na nią, chcę dobrze dobrać do niej kolor.Tak oto wygląda moja mozaika (Dune Artisan):

f-dune-artisan-186927-mozaika-28-1x28-1

01517,3,dune-artisan-mozaika-ceramiczna

W tym samym terminie co mozaika mają do nas dotrzeć płytki do korytarza i do wiatrołapu. Zamówiliśmy je także w sklepie internetowym -  ten sam kraj pochodzenia, ten sam termin dostawy co przy mozaice (kto wie, może nawet ten sam transport!). Bardzo podobają mi się te hiszpańskie płytki, są inne niż wszystkie. Te nasze będą ułożone tak jakby w ‚dywanik’. Jak tylko dotrą będziemy musieli dopasować do nich jakieś niedrogie marketowe płytki, które będą ułożone dookoła tych ‚dywaników’. Płytki wyglądają tak (i w taki właśnie ‚dywanik’ planujemy je położyć):

Octogono_Variette_Sombra_20x20-800x600

34572

i028_vodevil_efeso_01_1_1_1_1_1_1_1_1_1_1

Ja czekam z niecierpliwością na te nasze płytki i mozaikę, choć mąż pewnie nie podziela mojego entuzjazmu z wiadomych względów;-) Wierzę jednak w jego zdolności i nie mogę się już doczekać efektu końcowego.

Jeśli chodzi o inne prace, które podziały się w tak zwanym międzyczasie, to pochwalić się możemy gotowym pomieszczeniem gospodarczym. Jest to właściwie jedyne pomieszczenie, które jest już w pełni gotowe (oprócz oczywiście kotłowni, która poszła na pierwszy ogień).

pomieszczenie gospodarcze

Mały (a właściwie całkiem spory) pokój na dole będzie służył tymczasowo naszemu Antosiowi. Wreszcie będzie miał swój kąt, w którym królować będą zabawki i wszystkie dziecięce szpargały. Kolor już jest, jutro i w kolejnych dniach dojdą jeszcze wieloryby na wszystkie ściany, wykładzina i voila!;-)

pokój Antka

pokój Antka 2

pokój Antka 3

Bystre oko wypatrzy na tych zdjęciach rusztowanie za oknem. Tak, robimy elewację.:-) Wreszcie nasza karmelita przestanie straszyć ‚golizną’ i przybierze ostateczny kolor. Ponieważ te prace nie zostały jeszcze obfotografowane, zostawiam ten temat na później.

Wracając do pomieszczeń wewnątrz, to za prawie skończoną uznać można także łazienkę na dole. Kolor zielony płytek jest tak naprawdę kolorem musztardowym, bardziej przypominającym żółty niż zielony. Czemu tak wyszło na zdjęciu? – bladego pojęcia nie mam! Dlatego też z kolorem w kuchni zaczekam, niech no wezmę do ręki plaster mej mozaiki a wtedy wszystko stanie się jasne;-).

lazienka 1

lazienka 2

lazienka 3

lazienka 4

Oczywiście tradycji musiało stać się zadość i coś musiało pójść nie tak… Tym razem problematyczna okazała się miska wc, która montowana była przynajmniej 5 razy bo ciągle coś przeciekało (jakiś fabryczny bubel nam się trafił:-/). Dopiero magik-hydraulik wyczarował jakąś prowizorkę i chwilowo jest ok. Pytanie tylko na jak długo i czy któregoś pięknego dnia nie zaleje mi łazienki (oby to była czysta woda!). No nic, korzystać niby już można także luksus niesamowity;-).
Łazience brakuje jeszcze szafki z umywalką (to pierwsze musimy zamówić, to drugie już mamy), lustra, grzejnika no i oczywiście oświetlenia. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda się wszystko zakupić i zamontować.

W pozostałych pomieszczeniach walka trwa. Liczę, że przy kolejnym wpisie dojdzie choć jedno gotowe pomieszczenie, którym będę mogła się ‚pochwalić’. Tymczasem wszystkim tym, którzy do nas zaglądają i czasem zostawią miłe słowo, bardzo dziękuję! Wiem, że przerwy między wpisami bywają u mnie długie, dlatego tym bardziej jest mi miło, kiedy strona ma więcej niż 10 wyświetleń!;-)

 

 

Ostatni wpis jest z 8 maja i właśnie uzmysłowiłam sobie, że u nas im dalej tym gorzej;-/ Inni blogowicze, którzy rozpoczęli budowę w tym samym czasie co my, albo i nawet później, już mieszkają albo lada chwila będą się przeprowadzać. My nadal „walczymy” i śmiem twierdzić, że ten etap idzie nam najgorzej.

Przez ostatni miesiąc w naszej karmelicie urzędowało 3 majstrów. Nie oznacza to jednak, że nabraliśmy wiatru w żagle i wreszcie robota zaczęła „iść”. Gdyby nie mąż, który zakasał rękawy i kładzie płytki sam, bylibyśmy nadal w czarnej d…. Łazienka nadal rozgrzebana, choć już w sumie bliżej jak dalej. W pomieszczeniu gospodarczym zadziałał mąż, którego już na stałe mianowałam „bohaterem w swoim domu” – robota wykonana solidnie, szybko i bez dodatkowych kosztów. Obecnie kładzie płytki w kuchni i jak tak dalej pójdzie to wyprzedzi majstra, który robi nam łazienkę.

Tak oto prezentują się obecnie nasze „włości”:

Kuchnia
image
image
image

Łazienka
image
image
image

Pomieszczenie gospodarcze
image

Kotłownia
image
image
image

W zeszłym tygodniu, po koszmarnie długim czasie oczekiwania na jednego z majstrów, doczekaliśmy się wreszcie tarasu, podejścia pod dom i kotłownię. Robota wykonana ze strasznym opóźnieniem, nie tak idealnie jak byśmy sobie tego życzyli, ale i tak cieszy oko.
image
image
image

Wracając do kuchni (bo obecnie na tym pomieszczeniu skupiam swoją uwagę), zadziwiające jak różne są ceny tych samych mebli, wykonanych z tych samych materiałów i z tym samym wyposażeniem. Żadnej filozofii przecież tu nie ma, kilka płyt podocinanych na wymiar, które trzeba poskręcać i ot cała robota. Nie twierdzę, że sama bym to zrobiła, ale nie święci garnki lepią i gdyby nasza doba nie trwała 24h tylko dłużej, kto wie czy sami z mężem nie pobawilibyśmy się w „majsterkowiczów meblarzy”. Pierwszy salon wycenił nasze meble na – bagatela – 12.800zł. Cena nas trochę zszokowała, ruszyliśmy w miasto – i co? Kolejny profesjonalny salon i cena 8.200zł. No już zdecydowanie lepiej.  Wczoraj otrzymałam jeszcze jedną wycenę – tym razem na 6.800zł. Pytam się, jak to możliwe? Pierwszego sprzedawcę podejrzewam o jawne zdzierstwo – z takimi cenami to rozbój w biały dzień! Na wtorek umówieni jesteśmy z Panem od najatrakcyjniejszej ceny na pomiar i ustalenie szczegółów. Zobaczymy co z tego wyjdzie i czy cena się nie zmieni.

 

 

 

 

Zaczęło się to, na co tak długo czekałam, nad czym myślałam od wielu miesięcy i co mi czasem spać po nocach nie dawało – taaaaa daaam, wykańczamy naszą karmelitę!
Prace zaczeliśmy od łazienki. Rany, ileż ja się w necie naoglądałam łazienek, wizualizacji, kolekcji płytek… To wszystko na nic – co z tego, że pomysł w głowie był skoro upatrzone przeze mnie wcześniej płytki kompletnie mnie w rzeczywistości rozczarowały?! Na kiego diabła – że tak powiem/napiszę było wyszukiwanie w necie szafki pod umywalkę i innych łazienkowych akcesoriów? Po co tyle czasu zmarnowałam, skoro i tak wybraliśmy płytki w takich kolorach, których w ogóle nie brałam pod uwagę? Ehhh, ta moja nadgorliwość i chęć meblowania i urządzania doprowadziły do zmarnowanych wieeeeelu godzin. No ale do rzeczy – nasza łazienka powoli robi się biało-grafitowo-limonkowa:-) Miałam wrzucić foty już pięknej, gotowej łazienki, ale jednak nie wytrzymam do tego momentu. Oto ona;-)

image

image

image

image

image

Coraz bardziej kolorowa łazienka cieszy oko jak mało co. Z rzeczy, które wciąż znajdowały się na tzw. liście „to do” możemy odhaczyć także rolety zewnętrzne (a przynajmniej w 2/3). Zdecydowaliśmy, że na chwilę obecną zamontujemy jedynie rolety na dole, być może kiedyś, gdy nastaną czasy „dostatku” założymy rolety także u góry (stąd te 2/3).

image

image

image

Jak widać na zdjęciach, nadal „męczymy” temat tarasu i podejścia do domu i do kotłowni. Czka nam się już konkretnie ta sprawa:-/ Jak to mówią: Polak mądry po szkodzie, więc teraz drapiemy się z mężem po głowach zadając sobie proste pytanie – DLACZEGO zostawiliśmy ten taras na sam koniec?!? Całe błoto nosimy i jeszcze zapewne przez jakiś czas nosić będziemy do domu. Lada chwila będziemy mieć białą podłogę w łazience i zapewne także wszechobecną piaskownicę na niej:-/ My się będziemy oczywiście pilnować ale co z całą rzeszą majstrów? Czy kto§ uszanuje? Gdybyśmy mieli już normalne podejście do domu byłaby szansa, że część błota i piasku zostanie – albo na wycieraczce albo na posadzce… A ponieważ z każdej strony naszej karmelity nadal gruzawisko-piaskowisko, piękne do niedawna posadzki zdąrzyły już obrosnąć w warstwę zaschniętego błota i piasku.

Zmieniając temat i jednocześnie wstydząc się za panujący u nas bałagan, kilka fotek kosztownego „statku kosmicznego” urządzonego przez mego męża, czyli tzw. KOTŁOWNIA. (Na co i po co te wszystkie baniaczki, rurki i zawory? – już wiem, że do końca swoich dni nie odgadnę).

image

image

image

image

Baniaczki i zawory niech ogarnia pan mąż, ja ogarnę inne pomieszczenie – kuchnię. Niestety w moim przyszłym królestwie niewiele się jeszcze dzieje, choć wizja w głowie od jakiegoś czasu już jest. Zdecydowaliśmy, wydaje mi się, że jako jedni w niewielu budujących karmelitę, że kuchnia będzie zamknięta. Od wczoraj trwa montaż kasety na drzwi.

image

image

Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę mogła pochwalić się już mniejszą „surowizną” w naszym domu. Byłoby także fantastycznie wygrać w totka lub odziedziczyć jakąś mała fortunę po nieznajomej ciotce… Budżet topnieje a wydatków nie ma końca. I jak tu skonfrontować fakt pustej kieszeni z nierzeczywistymi wizjami urządzonej w myślach karmelity?

Minął prawie miesiąc od ostatniego mojego wpisu a wielkich postępów na budowie brak. Niby coś się wciąż dzieje ale jak dla nas stanowczo za wolno. Im dalej tym mniejsze tempo robót, nie możemy zbyt wiele pozaczynać ponieważ nie wiemy na ile pozwoli nam budżet.
Przez ostatni miesiąc dorobiliśmy się przede wszystkim posadzek. O ile montaż okien i drzwi sprawił, że w naszej karmelicie zrobiło się domowo, tak po wylaniu posadzek ma się uczucie, że przeprowadzka nastąpi lada chwila. W końcu przestaliśmy deptać po rurkach i foliach od ogrzewania i nic już nie wala się pod nogami. Z  posadzek jesteśmy bardzo zadowoleni, wyszły naprawdę idealnie.

image

image

image

image

image

image

image

W ciągu ostatnich kilku dni udało się także zamontować parapety wewnętrzne. Było z nimi troszkę zamieszania – poinformowano nas, że nie mają aż tyle wybranego przez nas kamienia aby wystarczyło na cały dom. Zaproponowano nam więc inny granit (który także braliśmy pod uwagę przy wyborze), więc mamy jednak dwa rodzaje parapetów. Przyznam, że po telefonie z zakładu kamieniarskiego nie byłam zadowolona, jednak gdy odebraliśmy gotowe parapety stwierdziliśmy z mężem zgodnie, że szkoda, że do całego domu nie zamówiliśmy takich jak te zastępcze:-) No tak to już niestety jest, że nie wszystkie nasze wybory są zawsze dobre. A oto nasze parapety:

image

image

Z tego miejsca muszę także pochwalić mojego męża, który tym razem „powalczył” z płytkami w kotłowni. Poradził sobie naprawdę nieźle, także po raz kolejny gratuluję sobie zdolnego męża;-), a mężowi gratuluję dobrej roboty;-)

image

Z rzeczy rozpoczętych, ale jeszcze nie skończonych: montaż naszych drzwi zewnętrznych. Szczerze – to ja się już tak przyzwyczaiłam do tych naszych starych roboczych drzwi, że zupełnie zapomniałam o tych naszych pięknych nowych;-) Tak oto się prezentują:

image

image

Na koniec jeszcze jedna rzecz, której doczekaliśmy się w tak zwanym międzyczasie – oczyszczalnia. Tu oprócz zdjęcia badziewnych kominków wychodzących na nasz przyszły ogród nie mogę pochwalić się żadnymi zdjęciami. Oczyszalnia to rzecz niezmiernie ważna, choć przyznać należy, że nic w tym ładnego nie ma:-)

image

image

Dorobiliśmy się już ogrzewania podłogowego w całym domu. Na parterze podłogówka będzie praktycznie wszędzie oprócz pomieszczenia gospodarczego i spiżarki. Przez pokój na dole przechodzą wszystkie rurki, więc można uznać, że tam także będzie ciepło w nogi (nie układaliśmy tam rur, dla tego pokoju przewidzieliśmy grzejnik). U góry natomiast ogrzewanie podłogowe zrobiliśmy jedynie w łazience. W pokojach będą grzejniki. Było troszkę zamieszania z łazienką ponieważ projekt wentylacji mechanicznej zakładał, że rury od wentylacji będą w posadzce a to z kolei wykluczało nam odrobinę położenie podłogówki. Na szczęście jakoś wszystko się pomieściło także wychodząc kiedyś z wanny będzie ciepło w stopy:-)
Po takich „ślimakach” jeszcze przez chwilę musimy deptać:-)

image

image

image

image

image

Wreszcie doczekaliśmy się zakończenia tynkowania naszej karmelity. Powoli zaczyna robić się „domowo”. Wprawdzie jeszcze wiele przed nami, ale koniec robót i perspektywa przeprowadzki stają się coraz bardziej realne.
Na przyszły tydzień zaplanowaliśmy lanie posadzek. Nie mogę się już doczekać gdy wszystkie te kable i kabliczki znikną z pola widzenia. Koniec z przeskakiwaniem czy deptaniem tego wszystkiego no i zrobi się nareszcie względnie czysto. Tymczasem, jak to od początku u nas bywało;-), trwa mały wyścig z czasem. Do czwartku musimy rozprowadzić wentylację w całym domu, położyć ogrzewanie podłogowe i uprzątnąć wszystkie graty. Mąż oczywiście działa w temacie, ja z Antkiem dbamy o doping, więc jesteśmy pełni entuzjazmu;-) Czekamy teraz także na wycenę oczyszczalni i powoli mąż biega za załatwieniem przyłącza gazu. O ile przyłącze prądu i wody okazały się być szybką akcją, tak „gazownia” skomplikuje nam chyba na koniec życie… Nie ma na razie o czym pisać i zapeszczać, zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Obyśmy zostali mile zaskoczeni!
A tak wyglądają nasze otynkowane „włości”;-)
Salon:

image

image

image

Kuchnia:

image

image

image

Łazienka na dole:

image

image

Pokój na dole:

image

image

Korytarz:

image

image

Kotłownia:

image

Pomieszczenie gospodarcze:

image

Sypialnia u góry:

image

image

Pokój nad wykuszem:

image

image

Pokój nad wejściem do domu:

image

Tynki nadal „się robią”, góra powoli gotowa, tymczasem my staramy się organizować kolejne rzeczy do naszego domu.
W ostatnich dniach udało nam się zamówić – wydaje nam się, że w dość korzystnej cenie, parapety do całego domu. Udaliśmy się do lokalnego kamieniarza i okazało się, że likwidują zakład więc obowiązuje mała wyprzedaż wszystkich kamieni. Zamówiliśmy więc parapety wewnętrzne i zewnętrzne z granitu. Na parapety wewnętrzne wybraliśmy granit 3cm o nazwie Kashmire White (cena 450,00zł/m2).

Granit_Kashmir_White

Na parapety zewnętrzne zdecydowaliśmy się na najtańszy na naszym lokalnym rynku granit strzegomski. Myślę, że będzie pasował do naszej szarej elewacji. Cena w naszym mniemaniu bardzo korzystna bo 250,00zł/m2.

Strzegom

Wczoraj zamówiliśmy także niezmiernie ważną rzecz;-) czyli muszlę wc do łazienki na dole. Szukaliśmy i szukaliśmy odpowiedniej mając na uwadze fakt, że nie ma w tej naszej łazience zbyt wiele miejsca. Zamówiliśmy jedną z mniejszych na naszym rynku, o długości zaledwie 48cm. Standardowo wszystkie mają 56cm lub więcej, wiec ta jest zdecydowanie mniejsza. Produkt firmy Roca, model Meridian-N Compacto. Cena z deską to „zaledwie” 1130,00zł.

004_00239_00

 

Przeczuwaliśmy, że jak tylko zaczniemy ten etap to przyjdzie prawdziwa zima. No i tak też się stało – zmroziło i sypnęło. Nasza karmelita prezentuje się całkiem nieźle w bieli;-) A tak na poważnie – jest tylko dlatego ładniej, bo śnieg przykrył wszystkie gruzy i budowlane odpadki, które niestety wciąż walają się na naszym podwórku. Tak oto wygląda nasza zaśnieżona karmelita:

20140127_161650 20140127_160152 20140127_161719

Całe szczęście, że przewidzieliśmy taki obrót sprawy i przygotowaliśmy się na taką ewentualność. Jak się przygotowaliśmy? A no właśnie tak:

20140127_160324

Pożyczony piecyk, który roboczo ogrzewa dół naprawdę się spisuje. Tynki muszą jakoś schnąć a temperatura na zewnątrz nie sprzyja. Robimy zatem co możemy by ogrzać jakoś te nasze metraże i dopomóc schnąć tynkom. Pierwszy dym z naszego komina już więc za nami;-)

Wszystkim naszym pracom przygląda się wiernie nasz czarny przyjaciel zwany Nienaszem:)

20140127_161401

Tynki zaczęliśmy od góry, żadne z pomieszczeń nie jest jeszcze jednak w pełni gotowe. Gotowe czy nie, zasłonięty szarością czerwony bloczek cieszy już oko.

20140127_160409

20140127_16043220140127_16052520140127_16063220140127_160740

Pisząc poprzedniego posta obiecałam sobie, że nadrobię zaległości blogowe, ale Antoś i jego potrzeby pochłaniają mnie do tego stopnia, że brakuje i czasu i chęci. Wykorzystując chwilę względnego spokoju – „młodzież” śpi, postaram się pokrótce streścić co tam u nas nowego.
Zacznę może od tego, że ociepliliśmy cały dom. Zima nas wprawdzie oszczędza w tym roku – ku mojej i Antka uciesze, ale chcąc robić cokolwiek w środku o tej porze roku, należy utrzymywać przynajmniej plusową temperaturę wewnątrz. Tak oto wygląda nasza ocieplona Karmelita (zdecydowaliśmy się na ocieplenie domu styropianem o grubości 20cm):

Jeśli chodzi o instalacje, to jest to temat dla mnie tak obcy jak fizyka kwantowa. Nie pozostaje mi nic zatem innego jak wrzucić kilka fotek, których niestety nie ośmielę się okrasić żadnym komentarzem;-)

Jak widać na zdjęciach ociepliliśmy także poddasze. Wszędzie położona jest wełna mineralna także można naprawdę uznać, że jesteśmy gotowi na zimę. W tym tygodniu planujemy w końcu rozpocząć kolejny temat czyli tynki.